część 1
Lili była zwykłą dziewczyną. Miała swoje emocje i swoje zdanie, ale nikt o tym nie wiedział. W szkole zawsze stała pod ścianą i nie mówiła niepytana. Nie wiadomo czy była wstydliwa, po prostu nigdy nikt jej o nic nie pytał. Właściwie nie miała koleżanek, nie mówiąc już o kolegach. Czasem od niej dziewczyny brały zeszyty, odpisywały lekcje, pożyczały skrypt, czy lekturę szkolną. Ale raczej nie wdawały się ani w dziewczyńskie rozmowy, ani nawet nudne neutralne nierozmowy. Nie była dla nich warta uwagi, choć nie mogły jej nic zarzucić.
Tego dnia Lili była podenerwowana. Siedziała w swoim wysprzątanym pokoju i nerwowo przekładała różne przedmioty, które dziś miały być tu wyeksponowane: szkatułkę z biżuterią, albumy, ramkę ze zdjęciem, figurkę z Afryki od taty i lakier do paznokci. Oczywiście nigdy nie śmiała go jeszcze użyć, ale czyż lakier do paznokci nie powinien dziś ot tak, od niechcenia, stać na biurku między zeszytami i przyborami szkolnymi?
Dziś miał przyjść do niej Filip, kolega z klasy. Po zeszyt. Coś odpisać.
Miała szalone motyle w brzuchu. Miała kalejdoskop przed oczami – kręciły jej się mozaiki z kolorowych szkiełek niczym w dziecinnej zabawce. Filip! Filip! Znowu poprzekładała przedmioty: album na biurko, lakier przy łóżku, Albo odwrotnie. Znowu zmiana. – Jak będzie lepiej? – Lili aranżowała w myślach swój pokój.
Filip oczywiście jej się szalenie podobał. To był skromny i bardzo dobrze wychowany chłopak. Imponował jej niezależnością i byciem ponad infantylne wygłupy rówieśników. Dobrze się uczył, ale potrafił także łobuzować. Ale w tym dobrym stylu, a ona ten styl rozpoznawała bez pudła. Przecież miała już swoje 16 lat. W tym wieku wiele się wie.
Co mogłoby się stać, aby mogła się odkochać, dumała. Do przyjścia Filipa pozostało 30 minut. Niewiele można w takim czasie wymyśleć z takim skrętem żołądka, wywołanym taką wielką emocją oczekiwania w swoim własnym pokoju, na obiekt marzeń. I to kto: Lili, na którą on przecież nawet nigdy nie spojrzał, a teraz miał przyjść po jakiś głupi zeszyt.
I nagle Lili spojrzała na szafę.
Jej osobista szafa miała jedną parę drzwi wykonaną z tafli lustra. Nie lubiła patrzeć w jej kierunku, nie lubiła się przeglądać w tym lustrze. Ale teraz olśniła ją jej własna lustrzana szafa, gdy odbiło się w niej światło okna. Zciągnęła wzrok Lili i dała jej natychmiastową podpowiedź. Przecież może się tam schować! Schować do szafy i tam zaczekać na Filipa. Mama go wpuści do domu, skieruje do pokoju Lili – i nie pójdzie za nim, jest przecież zajęta swoimi tłumaczeniami. To taka praca, że nic jej nie oderwie, jest jak w transie gdy to robi. Filip wejdzie a ona, Lili, będzie go miała jak na widelcu. Jak na talerzu. Jak na patelni. Jak na ruszcie. Cudownego Filipa – na oku!
Dziewczyna jednym susem znalazła się w szafie. Odnalazła rysę w tafli szkła, przez którą mogła obserwować pokój. Było wygodnie. Jak w kinie.
– Powietrza wystarczy na tydzień – pomyślała.
Usadowiła się tak by nie musieć się kręcić gdy chłopak wejdzie.
– Jest doskonale! O tak, zostaję tu! – wykrzyknęła do siebie w myślach, zadowolona ze swojego pomysłu.
Filip wszedł do pokoju, a głos matki zapraszającej go do wejścia dalej, zniknął wraz z zamknięciem drzwi od drugiej strony. Szesnastolatkom zamyka się drzwi, to normalne, inaczej mogliby się do rodziców już nigdy nie odezwać. Tak jest w każdym domu. U Lili też.
Chłopak rozejrzał się po pokoju, a skoro Lili w nim nie było, usiadł w fotelu i czekał wpatrując się przed siebie raczej bezcelowo.
Czas mijał.
– Wstań i rozejrzyj się – zachęcała w myślach Lili – no proszę.
Marzyła teraz o tym, że znudzony oczekiwaniem na nią, może zrobić coś nieeleganckiego, niegrzecznego, a może nawet obrzydliwego, co pozwoli jej się w nim raz na zawsze odkochać. Mogłoby to być dłubanie w nosie albo wsunięcie ręki do spodni. Liczyła na taką ohydną scenę właśnie. Albo na to, że Filip okaże się ciekawskim typem, który przejrzy jej szuflady, szkatułkę z biżuterią, a już najlepiej jakby coś sobie wziął korzystając z nieobecności właścicielki.
Niestety, nic takiego nie nastąpiło. Minął już dawno czas, w którym Lili powinna wrócić z toalety czy drugiego pokoju zawołana przez matkę. Minął już czas, gdy mogła pojawić się z herbatą, czy colą i ciastem. Minął już czas, w którym przeszłaby mieszkanie wzdłuż i wszerz wiele razy przynosząc coś i odnosząc, wracając kilkakrotnie do łazienki czy.. cokolwiek innego robiąc… W tym czasie Filip wstał dwukrotnie. Raz, by spojrzeć w okno, i raz, by wziąć do ręki album, który zostawiła ostatecznie przy łóżku, by dobrze o sobie zaświadczyć. Album z reprodukcjami Salvadore Dali jednak nie zainteresował go chyba, bo przekartkował niechętnie i odłożył na miejsce.
– Nic, no nic nie da mu się zarzucić, nawet Dalego już zna na pamięć. – myślała Lili – Musi coś się stać bo będę w nim zakochana do końca moich dni!..
Ta wizja przeraziła ja nie na żarty. Uświadomiła sobie że jest w kropce: ani się odkochać, ani teraz stąd wyjść. Pomyślałaby że jest stuknięta. No pat.
Robiło jej się coraz bardziej gorąco w tej szafie. Znowu to ostre słońce. Przez rysę w tafli wślizgnął się promień słońca i oślepił ją na chwilę. W tej samej sekundzie pojwił się wraz z tym promieniem pomysł i powiedziała do siebie po prostu:
– No to on się musi zakochać. Teraz albo nigdy.
Nie robiąc szumu, ale najszybciej jak to możliwe, po omacku wygrzebała z szafy bordową jedwabną wstążkę.
– A niech to, wiedziałam że przyda się do czegoś specjalnego – uśmiechnęła się do siebie Lili. Myślała wcześniej, że wstążka będzie pięknym dodatkiem do włosów może na maturalny bal albo do sukienki wieczorowej, oczywiście jeśli kiedyś ktoś zaprosiłby ją na wesele, czy sylwestra.
Lili wiedziała, że lustro nie przepuszcza ludzkiej skóry, dlatego nie będzie mogła skinąć na Filipa siedząc w szafie.
Dlatego użyła wstążki i po prostu przełożyła ją przez taflę szkła.
Drżała. Nie wiedziała, czy to się udało, ale postawiła wszystko, całe swoje życie na tę jedną wstążkę.
Wstążka gładko wsunęła się w taflę lustra. Jej koniec musiał być już widoczny po drugiej stronie. Filip nie mógł jej nie zauważyć. Pokój Lili był mały, że każdy najdrobniejszy ruch można było zauważyć choćby kątem oka. Lili wiedziała, że jeśli Filip zechce dotknąć wstążki, zaledwie musnąć palcami, to może też zechcieć przejść po niej do jej świata. Liczyła, że doceni tę zachętę. Sekundy czekania trwały dla niej wieczność.
Filip wstał ponownie z fotela i podszedł do szafy.
koniec części 1.
Jeśli identyfikujesz się z którąś z postaci i dorysowałeś, dorysowałaś już koniec tej tej historii w swoich myślach, nie czytaj dalej. Szkoda mieszać Ci plany.
Jeśli jesteś nastolatkiem – kolejne części tej bajki prawdopodobnie już Cię nie zainteresują.
część 2.
Filip musnął swoją delikatną chłopięcą – ale już w oczach Lili bardzo męską – ręką wstążkę, jakby chciał sprawdzić, czy ona istnieje naprawdę. Zrobił to jeszcze raz i jeszcze. Zmarszczył czoło. Zawsze tak robił, gdy się mocno zastanawiał nad czymś. Wiele razy obserwowała z ukrycia ten jego odruch.
Żołądek Lili teraz niemal zagotował się z nerwów. Była mokra od potu i nie mogła opanować drżenia. Bała się, że jeszcze kilka sekund jego zwłoki spowoduje wydobycie się jęku bólu z jej ust. Ale w tym samym momencie Filip odczytał przekaz, którym było zaproszenie Lili do jej świata. Chwycił pewnym ruchem wstążkę i zdecydowanym krokiem wszedł w rysę w lustrze. Natychmiast znalazł się po drugiej stronie.
Tam, spojrzał na Lili, przecudnie uśmiechnął się i powiedział tylko:
– Dobrze.
Wziął ją za rękę tak, jak bierze się dziewczynę za rękę por raz pierwszy i wsiedli do łódki.
Morze było spokojne, pogoda wspaniała. Ale płynęli po powierzchni tylko jakiś czas. Następnie łódź zaczęła powoli się zanurzać i łódka, która – nie wiedzieć kiedy – stała się bezpieczną podwodną łodzią, podróżowała z parą nastolatków w dół.
Nikt nie liczył tego czasu.
Ona patrzyła przez okno zaciekawiona, chłonąc każdą chwilę i tak, jak by się nimi żywiła, oczekiwała każdej kolejnej następującej jedna po drugiej jak kadry w filmie. A chwile te były wspaniałe. Każda jedna! Woda mieniła się wszystkimi kolorami tęczy, kolory pojawiały się co raz i nowe, przechodząc uroczo z jednego w drugi i z powrotem. W wodzie były bajeczne stworzenia, których nie widziała nawet w dziecinnych bajkach ani grach komputerowych fantasy. Mogła cały czas obserwować to podwodne życie, zwłaszcza, że zmieniało się ono i objawiało coraz to nowymi zaciekawiającymi obrazami wraz z upływającym czasem wycieczki.
Nie podróżowali przecież wzdłuż linii powierzchni wody, ale oddalali się od niej. Ale Lili nie myślała o tym. Liczyło się tu i teraz. To co za oknem, z Filipem.
On zaś, Filip, był zawsze obok, facet po prostu pogodny i zgodny. Dawał całym sobą przyzwolenie na tę podróż, która była w jakimś sensie podróżą Lili, i w którą to ona go zabrała za jego własną wolą. I całym sobą w niej był. Potrafił cieszyć się szczęściem Lili i sam własne w nim odnajdował. Był naprawdę szczęśliwy, że Lili zaprosiła go do swojego świata, choć nie podzielał jej pasji w obserwowaniu podwodnego życia.
I tak podróżowali zgodnie wiele lat. Aż łódź osiągnęła dno morza.
Myśleli, że odbicie się od dna spowoduje, że będą mogli wrócić już tam, skąd przybyli. Zwłaszcza, że Filip ostatnio już przestał się uśmiechać. Tęsknił do swojego świata. Tęsknił do drugiego końca bordowej wstążki, która go przywiodła do Lili. I choć kochał ją nad życie, myślał coraz częściej o swoim rodzeństwie, rodzicach, kolegach, sporcie i płytach które pozostawił po drugiej stronie lustra.
Kapsuła podwodna jednak nie odbiła się od dna. Zaryła w nie z taką siłą, że po raz pierwszy w tej podróży naprawdę przestraszyli się, że coś im grozi. Nie sterowali przecież swoim pojazdem, nie mieli wpływu na to, gdzie ich niesie. Unieruchomiony w dnie morza, stawał się szkatułką z dwiema duszami, niczym klejnot, którego nigdy nikt nie znajdzie i który już nigdy nikomu nie będzie mógł być potrzebny. Obojgu przed oczami przeleciało całe życie, a wraz z nim wszystkie filmy o zatopionych statkach, które widzieli na płytach i których nigdy nie miał nikt odnaleść. Tam gdzie spoczywały, w bezmiernej otchłani, nie docierał nikt. Oczyma wyobraźni zobaczyli swój podwodny statek cały omszały, zardzewiały, oprószony na zawsze piaskiem z dna morza. Na dnie.
Ale nagle statek drgnął.
Zaczął powoli wkręcać się w dno! Obracając się powoli wokół własnej osi, niczym świder zaczął zapadać się w piach! Obserwowali to przerażeni widząc jak na ich oczach panoramiczne okna pokrywają się od zewnątrz piachem, jak linia piachu i wody podnosi się…
Nagle ciemność.
Każde samotnie skuliło się pod ścianą, by przeżyć tę straszną chwilę. Teraz oboje widzieli swój koniec. Lili i Filip nie odszukali się w ciemności swojej łodzi. Nikt nie wie, ile czasu tak mogli spędzić. Z zadumy wyrwało ich dopiero wszechogarniające ciepło. Ledwo widoczna zamiana koloru za oknem objawiła się żyłkami płomienistej czerwieni i ognistych żółcieni przebijających czerń skorupy ziemskiej. Było ich coraz więcej a w kapsule robiło się cieplej niż kiedykolwiek. A wraz z ciepłem pojawiło się światło. Teraz mogli znowu spojrzeć na siebie. I zobaczyli twarze, jakich dotąd nie było im dane oglądać: twarze przerażonych, bojących się ludzi. Postacie zgarbione lękiem. Ręce wykręcone zmęczeniem. Obca emocja ogarnęła ich całkowicie. Nie panowali nad odruchami, nie panowali nad słowami, nie zadbali by podejść do siebie.
Nikt nie wie, ile znowu czasu minęło. Nikt nie wie, ile czasu zajęła im dalsza podróż do jądra ziemi. Podczas tej części podróży było tyle do zrobienia, że oni sami także nie zastanawiali się nad tym. Filip przestał już dawno myśleć o rodzeństwie, rodzicach, kolegach, sporcie i płytach, które pozostawił w swoim dawnym domu. Lili patrzyła jeszcze czasem na niego próbując odnaleść w tej postaci to wszystko, w czym się zakochała przed laty, ale widziała tylko brud sadzy, zakasłanego od pyłu, mokrego od potu człowieka w nieokreślonym wieku. On zaś czasem, gdy nie widziała, patrzył na nią wyobrażając sobie, że znów ją bierze za rękę, jak tamtego dnia, gdy zrobił to tak, jak się to robi z dziewczyną pierwszy raz. Ale zaraz przenosił wzrok na jej czarne od smoły ręce, niedbale już tylko czasem wycierane w chyba zbyt skąpy, nieokreślony żadną modą, ale za to naznaczony czasem, strój.
koniec części 2.
Szczególnie jeśli masz kiepski nastrój, jest Ci smutno albo odczuwasz niepokój, bo stany emocjonalne Lili lub Filipa coś Ci przypominają, natychmiast przeczytaj część 3. Jeśli natomiast wiesz co się stało dalej – nie czytaj mojej wersji. Znasz już wszystkie odpowiedzi.
część 3.
Rozpoznali tę spokojną taflę wielkiej wody. Tę samą fantastyczną pogodę, ten sam horyzont i swoją łódkę! Ile czasu minęło? Tego nikt nie wie. Nie mieli jednak siły cieszyć się z tego na głos i dzielić radości. Tak dawno nie rozmawiali ze sobą i nie dotykali się, że zapomnieli…
Filip wychylając się przez burtę golił się, próbując jednocześnie dojrzeć swoje odbicie w spokojnej wodzie. Łódź była tak mała, że z każdego miejsca było widać co robi to drugie. Słyszał Lili, był o nią spokojny, że jest i radzi sobie. Założył na podstawie odgłosów pluskania wody przy przeciwległej burcie, że ona robi to samo co on. Oczyszczenie skóry z sadzy było żmudnym i wymagającym cierpliwości zajęciem. Filip nie odwrócił wzroku. Zajęty sobą usiłował sobie przypomnieć jak to wszystko było od początku, szukając w tej całej ich podróży jakiejś logiki, celu i przyczyn. Zatopił się we własnych myślach szukając spokoju i pogodzenia.
I nagle usłyszał znajomy głos:
– Dziękuję Ci, że dałeś zaprosić się do mojego świata i pokochałeś mnie w nim. To było mi bardzo potrzebne. Spójrz! – I Lili wyprężyła nagie ciało demonstrując wdzięki wspaniałych piersi. Miała bujne długie włosy z lokami i wprost bajeczną twarz. – Mogłam stać się dzięki temu w pełni tym, kim zawsze w głębi duszy byłam. – dodała jeszcze ze śmiechem i machnęła wesoło rybim ogonem, który mienił się wszystkimi kolorami tęczy. Filip podłożyłby w tej chwili ręce za to, że ogon wyszywany był milionami drogich kamieni!
Mężczyzna przecierał oczy z wrażenia i szczypał się nerwowo w niedogoloną brodę, sprawdzając w ten sposób, czy nie śni. A Lili tańczyła na pokładzie! Ta nieziemskiej urody kobieta z rybim gonem śmiała się teraz w tańcu tak, że odeszła mu w sekundę cała złość, całe zmęczenie, cały żal i tęsknota za wszystkim utraconym. Poczuł znowu że jest mężczyzną. Był dumny. Był na powrót szczęśliwy. Był znowu zakochany.
A Lili tańczyła wciąż. Cudowny rybi ogon falował we wszystkie strony połyskując brylantami i szmaragdami w cudownym słońcu. Lili eksponowała rozbrajająco oszałamiający biust i zgrabnie włączała kosmyki włosów w taniec, to je rozrzucając jednym ruchem głowy, to je owijając na palcach, to odrzuciwszy głowę w tył sięgała nimi daleko aż za zgrabną pupę gdzie zaczynały się błyszczące łuski. A jak się śmiała! To był najszczerszy śmiech na świecie. Była naprawdę szczęśliwa. I nie przestawała.
Ale męskość Filipa to nie tylko wrażenie któremu nie mógł się oprzeć. Męskość Filipa to nie tylko nagły wzrost kondycji psychofizycznej i ochota na seks. Męskość Filipa….
Wstał nagle z kolan, podpierając się o burtę przy której przed chwilą się golił i podszedł do niej. Porzucił szorowanie sadzy na swojej skórze i czynności które zaplanował jako te, które miały pomóc mentalnie mu powrócić na spokojną powierzchnię morza.
Podszedł blisko i wyciągnął do Lili rękę.
Uśmiechnęła się i zaczekała. Chwila zastygła. Śmiech umilkł. Nikt nie wie ile trwała ta cisza wokół i nikt nie wie kiedy i skąd na ciele teraz nagiego Filipa pojawił się ten zarost, ta dojrzała muskulatura, bruzda na czole i nawet pierwsze zmarszczki… Lili widziała teraz to wszystko bardzo dokładnie i jakby po raz pierwszy, i podobał o jej się to. Szczególnie, gdy wziął ją za rękę – dokładnie tak jak kiedyś w tej samej łódce – i usłyszała:
– Teraz ja zapraszam Cię do mojego świata.
koniec części 3, ostatniej.
Ciekawe co teraz.